Reklama

miesięcznik lokalny
WIADOMOŚCI

Bieżanów, Bieżanów Nowy, Kozłówek, Kurdwanów, Łagiewniki, os. Cegielniana, Piaski Nowe, Piaski Wielkie, Prokocim, Prokocim Nowy, Rżąka, Swoszowice, Wola Duchacka Wschód
i Zachód.
Park Duchacki
Park Rzeczny Drwinki
„W” na FACEBOOKU
Napisz do nas!
Coś ciekawego dzieje się w Twojej dzielnicy?

Poinformuj nas, prześlij zdjęcia: wiadomości.krakow@wp.pl

SYTUACJE

  • Wokół 10-piętrowej „Perły Podkarpacia” hałaśliwie krążą jaskółki, jedna za drugą kręcą piruety, gonią się w zabawie czy ze strachu? Za muchami. Ale z nich piloci – szacunek! Nagle z rana usłyszałem znajomy ćwierk wróbla, przysiadł na balustradzie balkonu i rozglądał się wokół, lubię wróble i takie przebudzenia. Zadałem sobie głupie pytanie, w jakim on do mnie ćwierka języku? Zacząłem wysypywać mu pokruszony chleb, ale nie zauważyłem, aby przyleciał podziubać. Chleb wyłożyłem tak, aby gościowi zrobić fotkę, potem nawet kruszyłem na parapecie – nic z tego. Za to przyleciały gołębie. Z ptaków, oprócz drapieżników, które z auta trudno rozróżnić, widziałem dużo bocianów, chyba nawet więcej niż u nas.

  • Była wśród handlujących na truskawieckim Majdanie, może miała suszone grzyby albo co innego, młodsze sprzedawały czekolady. Ojciec mówił, że do jednej podszedł nieumundurowany funkcjonariusz z wyciągniętym mandatem, a ona wyciągnęła przygotowany plik banknotów. Wziął to od niej i pogroził palcem. A ta starsza odbyła rundkę i stanęła przed figurą świętych.
  • Znany lwowianin Jerzy Tur tu w roli gazeciarza wsiadł do autokaru pod Cmentarzem Łyczakowskim i zabałakał o „Kurierze Galicyjskim”, rozdawał za darmo. Przeczytaliśmy od dechy do dechy, ciekawy i dobrze redagowany, pomoc finansową zapewnia Senat RP. Dwutygodnik, którego założycielem i wydawcą jest Mirosław Rowicki. Polskich gazet w Truskawcu nie widziałem, co nie znaczy, że ich nie ma. Oderwaliśmy się od polskiej prasówki, co bardziej brakowało ojcu niż mnie.

  • Na lwowskim Rynku podchodzą Polacy pod pretekstem porozmawiania w mowie ojczystej, podkreślają, że jest ich stosunkowo mało (podobno na 1 mln mieszkańców 15 tys.). Na ogół są to kulturalne zaczepki. Jeden z takich siedział na ławce obok i coś zagadywał do dziewczyny. Słysząc nas powiedział, że pochodzi z Zawiercia, podjęliśmy rozmowę, z głupia frant zeszliśmy na Putina, a on odpowiedział, że Putin to Dragon (wg horoskopu chińskiego Smok), że Ukraina to Koza, a Polska, tak jak i Francja, to Kogut. Na koniec prosił o 10 hrywien, bo gra w zakładach.
  • Zwracała uwagę tymi potężnymi białymi skrzydłami, przystojna dziewczyna na rolkach, kręciła się wzdłuż jednej pierzei Rynku. Najdłużej zatrzymywała się przy sklepie z wiśniówką, gdzie było wesoło od młodzieży, stojącej i sączącej przy bufetowym stoliku. Podchodzili do niej co jakiś czas.
  • Jak miała na imię? Przedstawiliśmy się. A ona ledwo słyszalnie: Nastusia? Podawała kawę w ogródku w słynnej Lwowskiej Kopalni Kawy. Pracuje tam przez cały rok. Ujmujący uśmiech, życzyłem jej szczęścia.

CMENTARZ ŁYCZAKOWSKI

we Lwowie, założony w 1786 r., jedna z najstarszych nekropolii istniejących do dziś w Europie, dla porównania: Powązkowski w Warszawie – 1790 r., cmentarz na Rossie w Wilnie –  1801 r., Rakowicki w Krakowie i Père-Lachaise w Paryżu – 1803 r.  Wyprawa na wiele godzin, czasem na pół dnia, ilekroć tam byłem, za każdym razem widziałem coś dla mnie nowego, można powiedzieć, że to jest „żywa nekropolia”, na wieki. Tam spoczywa znaczna część naszych przodków, w tym najznamienitsi. Miejsce, do którego powinna trafić każda wycieczka szkolna w ramach lekcji historii i języka polskiego. Każdy przewodnik wybiera podobną trasę, ale snuje różną opowieść, dając inne akcenty, wyróżniając inne historie. Coś niezwykłego. Na ogół zwiedzający kupują znicze, aby zapalić na grobach, ale po chwili ich nie starcza. To miejsca, do którego się wraca.

Tym razem oprowadzała nas Lwowianka z wykształcenia historyk sztuki, znana postać w kręgu lwowskiej Polonii, opowiadała z biglem, z humorem, ozdabiając barwnymi anegdotami. Co robić: słuchać czy robić zdjęcia? Trzeba jedno i drugie, i jeszcze nadganiać za wycieczką, bo jest ich tam sporo i wchodzą sobie w drogę.

Z ciekawostek podała, że Maria Konopnicka i Iwan Franko byli parą, oboje po przejściach, ona starsza od niego o 17 lat, ale temperament miała spory, odkryła Franka dla literatury ukraińskiej i pomogła w karierze (tak jak Nałkowska Schulzowi, ale ci kochankami chyba nie byli). I druga ciekawostka, ale to już słyszałem ostatnio (więc może nasi przewodnicy to sobie przekazują), że w dn. 8 kwietnia 2010 r., gdy oprowadzała polską grupę, podszedł do niej, jakiś śniady młody człowiek (Czeczen?) i powiedział, że szykuje się zamach na polskiego prezydenta i żeby ona ostrzegła kogo trzeba, zignorowała to, no bo kto by uwierzył, ona też nie uwierzyła.

CMENTARZ ORLĄT LWOWSKICH

na przedłużeniu Cmentarza Łyczakowskiego, spośród pochowanych tam prawie 3 tys. żołnierzy, część to Orlęta Lwowskie, czyli młodzież szkół średnich i wyższych oraz inteligencja, którzy stanęli do obrony Lwowa w 1918 r. Nazywany przez Polaków miejscem świętym (campo santo), zaprojektowany w stylu art deco, W 1920 r. Lwów jako pierwsze i jedyne w II RP miasto polskie zostało odznaczone Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Uroczystej dekoracji dokonał naczelnik państwa marszałek Józef Piłsudski, który przy różnych okazjach powtarzał, że Polska jest jak „obwarzanek”, gdzie najcenniejsze jest to na obrzeżach czyli kresach. Lwów to perła polskich Kresów, które nosiło z dumą dewizę „Semper Fidelis” (zawsze wierny). Cmentarz Orląt Lwowskich to perła Cmentarza Łyczakowskiego. Cześć i chwała bohaterom!

 

OPERA LWOWSKA im. Salomei Kruszelnickiej

Zachwycający projekt Zygmunta Gorgolewskiego, który zwyciężył w wiedeńskim konkursie. To był obiekt na miarę stolicy Galicji we Lwowie, ale też innych stolic europejskich. Fasada i wnętrze zapierają dech, jest tam m.in. także kurtyna Siemiradzkiego. Najbardziej reprezentacyjny i rozpoznawalny budynek Lwowa. Posadowiony na końcu bulwaru zwanego Wałami Hetmańskimi, obecnie aleja Swobody, na korycie rzeki Pełtew, która została wpuszczona w podziemny, betonowy kanał decyzją władz cesarskich ze względów sanitarnych (?). Na otwarciu 4 listopada 1900 r. wśród zaproszonych gości był m.in. Henryk Sienkiewicz i Ignacy Paderewski, a poświęcenia dokonał arcybiskup lwowski obrządku ormiańskiego Izaak Isakowicz. Byliśmy na „Aidzie” Verdiego, jako na profanie zrobiła na mnie wielkie wrażenie.

 

KOŚCIÓŁ ŚW. ELŻBIETY

Obecnie cerkiew grekokatolicka pw. św. św. Olgi i Elżbiety. Dedykowany cesarzowej Elżbiecie Bawarskiej zwanej Sisi, zamordowanej przez szaleńca.  Posadowiony w najwyższym punkcie lwowskiego Śródmieścia, dokładnie na wododziale Wisły i Dniestru; zwykło się mawiać, że woda z każdej połaci jego dachu spływa do innego morza: Bałtyckiego i Czarnego. Projektował genialny architekt Teodor Talowski. Tadeusz Bystrzak (autor monografii Talowskiego) by mi nie darował, gdyby tam nie był. Zapiera dech. Widać z dworca, niedaleko.

 

KATEDRA I ZAUŁEK ORMIAŃSKI

Magiczne miejsca. Świątynia ormiańska to nie tylko perła architektury i wystroju wnętrza  – z genialnymi mozaikami Mehoffera i freskami Rosena – ale też wspólna ormiańsko-polska historia. Niestety, tym razem nie udało nam się być na mszy św., ale mam w serdecznej pamięci tę, którą tam niezwykle przeżyłem przed laty.

 

Tekst i zdjęcia: Jarosław Kajdański

Cdn.

Share Button