Reklama

miesięcznik lokalny

WIADOMOŚCI

Bieżanów, Bieżanów Nowy, Kozłówek, Kurdwanów, Łagiewniki, os. Cegielniana, Piaski Nowe, Piaski Wielkie, Prokocim, Prokocim Nowy, Rżąka, Swoszowice, Wola Duchacka Wschód
i Zachód.

Park Duchacki

Park Rzeczny Drwinki

„W” na FACEBOOKU

Napisz do nas!

Coś ciekawego dzieje się w Twojej dzielnicy?

Poinformuj nas, prześlij zdjęcia: wiadomości.krakow@wp.pl

Trzy grosze

GDZIE JEST POLSKI SAMORZĄD? Czy radny jest urzędnikiem? czy radny jest politykiem? Nie i nie – jest samorządowcem. Jakiś czas temu uczestniczyłem jako widz w panelu o stanie samorządu w Polsce. Paneliści – autorytety naukowe, w tym współtwórcy reformy samorządowej – zgodnie mówili, że reformę samorządową w Polsce zatrzymano w połowie drogi. Kto to zrobił? – pytanie retoryczne: politycy i ich partie. Stąd bardziej mamy w Polsce do czynienia z partiokracją. Pamiętam najazd pierwszych partii na samorządy wszelkich szczebli, szli do wyborów z łapanki, z legitymacją partyjną lub z partyjną rekomendacją. Do samorządów poszli wraz z pieniędzmi w myśl zasady „divide et impera” (dziel i rządź). Zaczęli się żreć o władzę i tak jest w zasadzie do dziś. A wcześniej pamiętam jeszcze radnych – społeczników, lokalnych liderów i aktywistów. Z żyłką społecznikowską trzeba się urodzić. Nie brakuje takich ludzi w lokalnych środowiskach, znamy ich z codziennego życia. Na nich, jak na dobrych sąsiadów, zawsze można liczyć. To dla nich powinna być władza samorządowa, władza jako służba publiczna. Niestety, takich ludzi wycina się w przedbiegach, ordynację wyborczą skrojono pod partiokrację. Czy radny jest urzędnikiem? Wielu tak sądzi i tak postępuje. Wystarczy, że ma funkcję i pieczątkę – i już się czuje urzędnikiem pełną gębą. Zgięty przed zwierzchnikiem, pogardliwy wobec podwładnych. Celebruje swoją funkcję, bo to jest wszystko co ma, bałwochwali procedury, które są dla niego najważniejsze. To są toksyczne wyjątki, które potwierdzają diagnozę. Urzędnicy starają się zbiurokratyzować radnych, przerobić ich na swoją modłę. Gdzieś utknął polski samorząd. Czytaj dalej

GDZIE SĄ TWARDE I NIEZBITE DOWODY? 17 września 1939. Nie było sowieckiego ataku na Polskę, Armia Czerwona zajęła tereny zachodniej Białorusi i Ukrainy, zamieszkałe przez rdzenną ludność, która poprosiła Armię Czerwoną o bratnią pomoc. Katyń, 1940. Czy jest niezachwiana pewność, że to zrobili Rosjanie, skoro przez jakiś czas podejrzewani byli Niemcy? W mundur enkawudzisty mógł się ktoś przebrać, a podpisy sfałszować. Zamach na Papieża, 1981. Na jakiej podstawie podejrzenia padają na ZSRR, skoro zamachu dokonał Turek na zlecenie Bułgarów. Próba otrucia prezydenta Ukrainy Juszczenki w 2004. Są tylko nieudowodnione poszlaki. Rok 2014, aneksja Krymu na prośbę ludności, co poprzedziły działania militarne prowadzone przez „zielonych ludzików”. Rok 2014. Zestrzelenie samolotu malezyjskiego lecącego z Amsterdamu nad terenem zajętym przez separatystów donieckich. Holenderski urząd ds. bezpieczeństwa (OVV) stwierdził, że „został zestrzelony przez wyprodukowany w Rosji pocisk Buk”, co zostało wcześniej zdyskredytowane przez stronę rosyjską. Komu wierzyć? Rok 2018, Salisbury. Atak na podwójnego agenta Skripala na terenie Wielkiej Brytanii przy użyciu środka chemicznego produkowanego w Rosji. A może ktoś go Rosjanom wykradł? Nie ma dowodów, są tylko poszlaki. Czytaj dalej

MEDIODRAMAT. Media zwane czwartą władzą przestały pełnić rolę kontrolera władzy, przekaźnika informacji, tej rzeczowej i bezstronnej –  pełnią rolę dyspozycyjnego nośnika emocji, tuby propagandowej jednej ze stron sporu. Zamiast faktów podawane są ich interpretacje i komentarze. Nie ma opisu rzeczywistości w pełnych okolicznościach i kontekstach, nie ma myślenia, nie ma wniosków, nie ma debaty. Szukanie, prowokowanie i podgrzewanie emocji, pałowanie się nimi w sferze życia publicznego to największa skaza mediów, których powiązanie ze światem polityki odbywa się bez osłonek. Oba światy – mediów i polityki –  hasają na łańcuchu biznesu. To on wyciąga swoje korzyści w tej nieustannie mąconej wodzie. Tzw. media społecznościowe mają w tym niestety coraz większy udział. Czytaj dalej

ZACHŁAMIANIE UMYSŁÓW. Przed laty, gdy prowadziłem warsztaty dziennikarskie dla młodych, w ramach ćwiczeń zadawałem pytanie, co by dali na pierwszą stronę i dlaczego. Uczulałem, że nie powinniśmy epatować czytelnika złymi informacjami, wypadkami, nieszczęściami, skandalami czy plotkami. Od tego mogą być inne strony numeru, włącznie z z ostatnią. Że na wyróżnienie zasługują dobre wiadomości, sprawdzone, wzorowe przykłady. Tego (dla równowagi) kazałem im wyszukiwać na lokalnym podwórku. Mówiłem, że to ma znaczenie, że tym kształtuje się opinię publiczną, wskazywaniem rzeczy istotnych. Powtarzałem, że dziennikarz, redaktor i jego gazeta muszą się szanować, co przekłada się na szacunek do czytelnika. Przyszło mi to przypomnienie, gdy czytałem felieton Bernarda Margueritte „Jak Francja żegnała Johnny’ego Hallydaya” w tygodniku „Sieci”. A w nim taki passus: „Już w 1996 r. francuski socjolog Pierre Bourdieu zanotował w znakomitej książce o telewizji „Sur la television”, że wiadomości drugorzędne i sensacyjne coraz bardziej opanowują telewizję, zajmując czas, który mógłby być używany, aby powiedzieć coś innego. Autor daje do zrozumienia, że w tym szaleństwie jest metoda. Po prostu mamy do czynienia z polityką świadomego ogłupiania społeczeństwa. (…) Kładąc nacisk na wiadomości drugorzędne, napełniając ten drogocenny czas pustką, niczym lub prawie niczym, odrzucamy informacje istotne, które powinien posiadać obywatel, aby być w stanie korzystać ze swoich demokratycznych praw. (…) Ogłupiać naród, aby sprzedać, ogłupiać naród, aby rządzić (…)”. Czytaj dalej

INSTRUKCJA OBSŁUGI. Nie czytam instrukcji obsługi – z kilku powodów. Po pierwsze: nie znoszę być instruowanym, w razie sytuacji przymusowych działam na wyczucie (niekiedy, w pierwszych chwilach, z powodu metody prób i błędów, psując coś nowego czy narzuconego). Po wtóre: mam z tym problem, bo nic z tego nie rozumiem, co świadczy źle o mnie (że jestem półanalfabetą i ćwierćinteligentem), ale też jest kartką dla piszących instrukcję. Dlaczego oni wypisują takie brednie językiem niezrozumiałym, udziwnionym, protekcjonalnym, pseudonaukowym? Po to, aby mieć robotę, podkreślić swoją ważność, a przede wszystkim ważność rzeczy, którą nabyłem. A to nie dotyczy tylko nabytych rzeczy, ale także praw i obowiązków, całej tzw. demokracji, wiszącej na sztandarze systemu. Jest on napisany tylko dla specjalistów, w tym różnorakich wynajętych sofistów i kazuistów. Mają służyć tym, którzy sprawują władzę, czyli politykom, taki szarak jak ja ma nic z tego nie rozumieć, bo w razie czego wyślą przeciw takim jak ja… instrukcję obsługi. Ale na tym nie koniec, ponieważ mam przeczucie, potwierdzane przez doświadczenie, że… każdy z nas rodzi się z personalną, osobistą instrukcją obsługi, Pan Bóg ją załącza przy porodzie wraz Aniołem Stróżem, tylko że w tym całym początkowym zamieszaniu instrukcja obsługi zawsze gdzieś się zawierusza. Czytaj dalej

NIEPODLEGŁOŚĆ. Rozpoczęto całoroczne obchody 100-lecia odzyskania Niepodległości. W związku z jubileuszem 150. rocznicy urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego odbyły się akademie, koncerty, konferencje, spektakle, premiery. Przy okazji można się było pokłócić, obrazić, przykleić sobie łatki, podgrzać historyczny konflikt sanacja – endecja. A dlaczegóż by nie przyjąć, że – odzyskanie Niepodległości – to był wysiłek i praca ZBIOROWA. Każdy z nich – Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Witos, Daszyński – miał w tym swój udział. Mimo różnic i awersji uzupełniali się. Żaden z nich sam by Niepodległości dla Polski nie zdobył. Kult Marszałka (który także jest mi bliski) przysłania całokształt i zaślepia, dzieli nas Polaków. Współczesną ofiarą kultu jednostki padł np. Lech Wałęsa, któremu instrumentalnie wmówiono, że jest symbolem odzyskania niepodległości, a on uwierzył, że to wszystko zrobił sam. Czytaj dalej

KORYTO. „Podpisano umowę na dofinansowanie opracowania studium wykonalności budowy szybkiego, bezkolizyjnego transportu szynowego w Krakowie. Koszt przedsięwzięcia to 10 mln zł, z czego 50 proc. zagwarantuje miasto jako wkład własny, a druga część zostanie sfinansowana ze środków Unii Europejskiej” – napisał portal naszemiasto.pl. Powtarzały to inne media: „Kraków dostał dofinansowanie z Komisji Europejskiej na przygotowanie kluczowego dokumentu, który odpowie, czy i ewentualnie jak budować metro w Krakowie. Przetarg na jego przygotowanie ma być rozpisany jeszcze w tym roku. Dokument ma być gotowy do 2019 r.” A wcześniej: „Krakowianie opowiedzieli się za budową metra w referendum przeprowadzonym w 2014 r. Wzięło w nim udział 35,96 proc. uprawnionych, a ponad 55 proc. głosujących odpowiedziało, że chce metra”. Biegłych w liczeniu zapraszam do rachunku, ilu krakowian opowiedziało się za metrem. Z zapowiedzi wynika, że 10 baniek popłynie najpierw na analizy. Te pieniądze obsiądą albo już obsiadły różne firemki i spółeczki, słowem znajomi królika, a nawet całe ich stada, zgrane w skokach na publiczną kasę.  Czytaj dalej