Reklama

Park Duchacki

Wiadomości Podgórze

Napisz do nas!

Coś ciekawego dzieje się w Twojej dzielnicy?

Poinformuj nas, prześlij zdjęcia: wiadomości.krakow@wp.pl

Trzy grosze

SCHIZOFRENIA PO KRAKOSKU. „Walcymy o jesce cystse powietse” – tak można złośliwie sparafrazować hasła antysmogowe, którymi przechwala się każda władza, od gminnej, wojewódzkiej po państwową. Hasło infantylne na całego. Tak jak dziecinne są działania wszelakich „alarmów”, przypominają walkę o czystą planetę, sprzątanie świata, ochronę wód i ocieplenie klimatu itd. itp. Za tymi szlachetnymi hasłami idzie polityka i ci, którzy robią na tym interesy. Za emocjami idzie zimna kalkulacja. Ekologię podszyto ideologią, pod którą można podpiąć wszystko, co akurat pasuje, co jest głośne i nośne, co jest na topie. Na tym się wygrywa kampanie i sprawuje władzę. Mówić jedno, robić drugie. Jedni producenci chcą wyeliminować drugich i robią to za wszelką cenę, podsuwając zlecone badania i statystyki. Z drugiej strony trwa w najlepsze deweloperska betonoza, bez składu, bez ładu (nie mówiąc o estetyce). której skutkiem jest zaduszanie miasta i blokowanie kanałów wentylacyjnych. Im więcej zabudowy, tym więcej motoryzacji, co generuje dodatkowe skutki smogowe. Wycinaniu starej zieleni towarzyszy nasadzanie młodej. Gdy jedni dążą do czystego powietrza w miastach (najlepiej pachnącego lasem, łąką i kwiatami), drudzy wydają decyzje o wylewaniu betonu (bo „nie mają innego wyjścia”). Czytaj więcej

SYTUACJA. Idę przez osiedle. Jeszcze zielono od sił, od słów, i kroki, i oddech, naprawdę – tak sobie kiedyś napisałem i śpiewaliśmy to z młodzieńczym zapałem. Teraz jesień życia i jesień na dworze (no, dobra, niech będzie, że na polu). Nie idę, raczej się posuwam do przodu. Naprzeciw mnie nadchodzi młodzieniec, dryblas jakiś, wygląda że uczeń pobliskiej szkoły. Obaj zauważyliśmy tę ławkę, a na niej wronę. Chłopak przystanął nie przypadkiem, stoi i czeka, obserwuje ptaka, jakby go znał. Podszedłem bliżej. – To są inteligentne ptaki – mówię – bardzo mądre. – Wiem – mówi chłopak i odwraca się od ławki, idzie dalej swoją drogą. Mogłem go dopytać, skąd wie. Zostałem przy ławce i przy wronie, która ani myśli odlecieć, co więcej, odwróciła się dziobem w moją stronę, więc tak patrzymy na siebie vis a vis. Mogłem zajrzeć w jej oczy, zagadnąłem „co słychać, jak leci”. I na tym zakończyła się ta sytuacja. Aby kogoś posłuchać, trzeba przestać mówić – tak sobie pomyślałem poniewczasie.
Czytaj więcej

KIBICE. Jedziemy autobusem 174 do NCK na koncert Roberta Kasprzyckiego. Rozmawiamy nie cicho, chociaż tak nie lubię, ale musimy przełamać hałas komunikacyjny. Nie musimy i gdyby nie towarzystwo, to w ogóle bym nie gadał byle gadać. Zajęliśmy trzy miejsca siedzące. Na jednym z przystanków dosiada się do nas pani w okularach z bagażami. Gadamy o sporcie. – Gdybyście mi nie powiedzieli o tym meczu z Włochami, to bym nie oglądała. Boże święty, jak się denerwowałam, wyprasowałam całe zaległe pranie. – Jak można oglądać mecz siatkówki, prasując, zostawiłem bez komentarza. – Mieli słabszy dzień, bo grali bez odpoczynku po meczu z Brazylią, wtedy dali z siebie wszystko – zgadzamy się. – Wielka szkoda, byliśmy tak blisko złota – potakujemy. – Jeśli chodzi o kruszec, wolę srebro – wtrącam, byle wtrącić i cieszyć się srebrem. Dodaję: – Teraz gramy w koszykówkę i idzie nam dobrze. – Nagle ożywia się pani w okularach siedząca obok, mówi, że właśnie gramy półfinał z Francją. – Wyrównaliśmy – mówi młody chłopak wpatrzony w ekran smartfona. – No nieźle, autobus pełen kibiców – komentuję ze śmiechem, który udziela się innym. Ale mamy mistrzostwo w US Open Igi Świątek, podsumowujemy z zadowoleniem. Wysiadamy przy placu Centralnym. Obie panie innym wyjściem, ja innym, przy kierowcy, aby widział moje zmagania się ze schodami. Za mną wysiada kobieta, który się potyka i wywala jedną z toreb pełną chuchów. Cofam się i pomagam jej wstać. – Nic się pani nie stało? – dopytuję, widząc, że krew leci jej z nosa. Czuć od niej alkohol. – Nie, już dobrze – zaciąga po ukraińsku. Ma dwie wielkie torby z ciuchami. – Niech pani gdzieś usiądzie – rozglądam się za ławką. Ławki nie ma, ale jest murek, na którym siedzę dwie dziewczyny. Jedna z nich podchodzi do mnie i daje mi chustkę higieniczną, bo myśli, że ta Ukrainka jest ze mną. Odchodzimy w kierunku NCK. Odwracam głowę i widzę, że Ukrainka radzi sobie dalej ze sobą i z tobołami. Kobiety jako kibice, myślę sobie potem. A przecież najżarliwszym kibicem naszej reprezentacji w piłce nożnej i Lewandowskiego, jest moja mama. Jakiś czas temu namówiłem ją na oglądanie meczów naszej reprezentacji, komentujemy je w przerwach przez telefon na linii Kraków – Szczecin. Jak ona komentuje! – ile emocji, ile trafnych uwag, ile serca! Kobiety są naszymi kibicami od urodzenia, od kołyski, kibicują nam w szkole, w pracy. To dla nich mówimy pierwsze słowa, stawiamy pierwsze kroki, popisujemy się, zdobywamy cele, wychodzimy na boisko, toczymy walki: o siebie, o rodzinę, o ideały, o ojczyznę. Bądźcie pochwalone, nasze anioły stróże! Czytaj więcej

OSY. W wiacie przystanku autobusowego na Woli Duchackiej sporo osób, głównie dzieci z opiekunami. Nadeszły chyba od strony Przytuliska na Malborskiej albo z hotelu Gościniec. Autobusy w okresie wakacyjnym jeżdżą rzadko. Znalazłem jedno miejsce na ławce, usiadłem z brzegu. Dzieci z Ukrainy, 7-10 lat, do tego nastoletnia dziewczyna i chłopak. Są pod opieką Polaków – dwóch młodych dziewczyn i starszego chłopaka. Jedna z opiekunek mówi do drugiej o nazaretankach, chyba się nie znają. – Mówię ci, jest taka jedna siostra, nie rozmawiałam z nią, ale jest niesamowita, taka bije z niej energia… – Liderka grupy mówi, że jadą do zoo. Dodatkowo pójdą do małego zoo, gdzie można podejść do zwierząt i dać im karmę. Wymienia nazwy zwierząt, a dzieci powtarzają polskie nazwy. – Trzeba zachować ostrożność, powiemy im o zasadach przed wejściem. – Organizują się, pytają kto ma legitymację, kto ma ulgę, opiekun będzie kupował bilety w autobusie. Na przystanku stoi przy nim ten nastolatek w okularach. Nastolatka trzyma się z boku. Dzieci hałasują, rozmawiają, do liderki przytula się dziewczynka. Wszyscy mają kolorowe plecaczki. Dzieciom trudno wysiedzieć, wiercą się i chodzą z miejsca na miejsce. Wśród ich najbardziej aktywna jest Oksana. Czekamy w upale. Do kosza na śmieci obok mnie trafiają opakowania po napojach. Po chwili zaczynają latać osy. Oksana je zauważa i podchodzi z dystansem, ostrzegana przez opiekunkę. Jak to u dzieci, kusi ją ta sytuacja i podchodzi do kosza w bliskiej odległości ode mnie. Uśmiecham się do niej. Wykrzywia twarz, odpowiada mi grymasem osy. Podjeżdża autobus. Czytaj więcej

CYFRYZACJA. Podczas dzisiejszego stania/wysiadywania na poczcie naszła mnie refleksja, że ta cyfryzacja jest… do bani. Wiem, że można płacić rachunki przez internet, ale dzisiaj wysyłałem też egzemplarze obowiązkowe gazety do wybranych bibliotek, to jest ustawowy obowiązek każdego wydawcy, wysyłka jest darmowa, więc przynajmniej tyle. Wysyłkę tę przygotowuję wg mojego systemu, który ma ułatwić pracę pani w okienku… Otóż, kolejki na pocztach stały się normą, gdy wchodzę do poczty osiedlowej i nie ma nikogo, wołam do znajomej pani z okienka, że nie wierzę własnemu szczęściu… Każda usługa pocztowa wymaga wpisania czynności do systemu, nawet znaczek pocztowy jest w ten sposób ewidencjonowany, wszystko jest pod kontrolą i ścisłym zarachowaniem. Skąd to się bierze: z nieufności systemu do pracownika i klienta. Z nieufności do człowieka. System nie ufa nikomu, jest paranoikiem. Czas usługi jest wydłużony, nie ma hop-siup, ma być skrupulatnie, uważnie i poważnie. Inkryminowana cyfryzacja to pic na wodę fotomontaż, że niby oddajemy wszystko w ogląd systemu, niby dla naszej wygody, usprawnienia, ułatwienia. Ale chodzi o to, by kontrolować każdy ruch mieszkańca, o każdej jego czynności muszą wiedzieć wszystko. Informacje o tym są niby zastrzeżone, ale to śmiech na sali, słynne RODO było tego przykładem, że niby ochrona prywatności. Ale informacje o nas przepływają sobie do woli, do każdego, kto tego potrzebuje, od marketingu zaczynając. Mówi się, że informacja jest atrybutem i narzędziem władzy, władzy totalnej. Matrix. Czytaj więcej

WOJNA INFORMACYJNA. Wojna na Ukrainie toczy się także w wirtualnej sieci i w mediach, jej obraz tworzą cenzury wojenne obu stron, stosowane są techniki nowe i stare w zakresie dezinformacji. Mają one wywołać oczekiwane efekty i skutki. Przypominam o tym dlatego, że wielu z nas w ten sposób wspiera Ukrainę i jej bohaterskich obrońców. Jednak nie jest tak, że dostajemy żywą, bieżącą informację – one poddane są cenzurze. Tylko pozornie jesteśmy blisko zdarzeń, a nawet w samym ich centrum. To nie jest możliwe. Wiarygodne są relacje świadków, ale tak jak mówi zasada wiarygodności informacji, muszą być potwierdzone przynajmniej z dwóch źródeł, czyli od dwóch świadków. Choć obrazy tej wojny są makabryczne (tak jak obrazy każdej wojny totalnej), mimo wszystko zachowujmy spokój, to przyda się także tym, których wspieramy. Czytaj więcej

POTWÓR Z KREMLA („Wiadomości” – kwiecień 2014). Jak Europa mogła wyhodować na swoich obrzeżach takiego satrapę jak Putin? Gdzie jest współczesny Charlie Chaplin (autor „Dyktatora”), który miałby odwagę nakręcić prześmiewczy film o tym frustracie z Kremla. Scena, gdy mały chojrak pojawia się w wielkich wrotach, otwieranych tak, jakby za nimi miał nastąpić jakiś majestat – nadaje się na pierwszy kadr. I to jak wywala się rozciągnięty niczym płastuga na tym swoim imperatorskim, czerwonym dywanie. Świat zastyga w przerażaniu, co będzie dalej: umarł czy trzeba go będzie podnieść? Wstał sam, no to gieroj, co się kulom nie kłania (choć pokłonił się nisko swojemu dywanowi)… A jak to się zaczęło, w którym momencie narodził się tyran? To był wieloletni proces, w którym Europa znowu wzięła aktywno-pasywny udział. Bo jej się opłacało. Ukraiński Euromajdan popsuł tę „sielankę”. Po drodze była Czeczenia, Gruzja i Syria. Głaskanie potwora, podsuwanie prezentów, aby jak najdłużej zatrzymać go w kojcu, skończyło się. Teraz pokazał, co z niego wyrosło, chce coraz więcej i sam sobie to bierze. Czytaj więcej