Reklama

miesięcznik lokalny

WIADOMOŚCI

Bieżanów, Bieżanów Nowy, Kozłówek, Kurdwanów, Łagiewniki, os. Cegielniana, Piaski Nowe, Piaski Wielkie, Prokocim, Prokocim Nowy, Rżąka, Swoszowice, Wola Duchacka Wschód
i Zachód.

Park Duchacki

Park Rzeczny Drwinki

„W” na FACEBOOKU

Napisz do nas!

Coś ciekawego dzieje się w Twojej dzielnicy?

Poinformuj nas, prześlij zdjęcia: wiadomości.krakow@wp.pl

Trzy grosze

SWOJACTWO. Jak patrzę na odsłony zawłaszczania i przeginania naszego państwa przez kolejną ekipę, to nachodzi mnie gorzka refleksja, że my nie umiemy kultywować ojczyzny, wciąż jesteśmy zwaśnionymi plemionami i nawet przyjęcie chrztu ani powtarzanie ślubowań nie pomogło tak jak powinno. Państwowcy są w odstawce, znów marginalizowani, sami się wycofują. Decyduje legitymacja i myślenie stadne. Obowiązuje partyjniactwo, które doprowadzało do furii marszałka Piłsudskiego, choć sam też stosował kadrowość w swojej polityce na zasadzie „mierny, ale wierny”. W każdej historii i polityce są podobne mechanizmy, nie jesteśmy wyjątkiem. Teraz też wszystkie najwyższe hasła powiewają na sztandarach, ale głównie propagandowo. Nie ma merytorycznej debaty i bezstronnej analizy, brakuje niezależności. Stan wewnętrznej, podsycanej walki zakłóca równowagę i nie sprzyja Polsce. Poddawani jesteśmy kolejnym manipulacjom z każdej strony, politycy traktują nas przedmiotowo. Jestem przekonany, że sanacja państwa po rządach poprzedniej ekipy była niezbędna. Ale dlaczego nie można tego robić lepiej, mądrzej? Jesteśmy narodem bitnym, podkreślają to wszyscy na całym świecie. Umiemy się bić, ale też nie umiemy przestać i kierujemy agresję przeciwko sobie. Zawsze musimy mieć wroga – nie kreujmy go w nieskończoność. To nasza narodowa trauma – czy nieuleczalna? Nauczmy bić się o dobro wspólne rozumiane jako dobro własne!
Czytaj dalej

GDZIE JEST POLSKI SAMORZĄD? Czy radny jest urzędnikiem? czy radny jest politykiem? Nie i nie – jest samorządowcem. Jakiś czas temu uczestniczyłem jako widz w panelu o stanie samorządu w Polsce. Paneliści – autorytety naukowe, w tym współtwórcy reformy samorządowej – zgodnie mówili, że reformę samorządową w Polsce zatrzymano w połowie drogi. Kto to zrobił? – pytanie retoryczne: politycy i ich partie. Stąd bardziej mamy w Polsce do czynienia z partiokracją. Pamiętam najazd pierwszych partii na samorządy wszelkich szczebli, szli do wyborów z łapanki, z legitymacją partyjną. Do samorządów poszli wraz z pieniędzmi w myśl zasady „divide et impera” (dziel i rządź). Zaczęli się żreć o władzę i tak jest w zasadzie do dziś. A wcześniej pamiętam jeszcze radnych – społeczników, lokalnych liderów i aktywistów. Z tą żyłką społecznikowską trzeba się urodzić. Nie brakuje takich ludzi w lokalnych środowiskach, znamy ich z codziennego życia. Na nich, jak na dobrych sąsiadów,  zawsze można liczyć. To dla nich powinna być władza samorządowa, władza jako służba publiczna. Niestety, takich ludzi wycina się w przedbiegach, ordynację wyborczą skrojono pod partiokrację. Czy radny jest urzędnikiem? Wielu tak sądzi i tak się zachowuje. Wystarczy, że ma funkcję i pieczątkę – i już się czuje urzędnikiem pełną gębą. Zgięty przed zwierzchnikiem, pogardliwy wobec podwładnych. Celebruje swoją funkcję, bo to jest wszystko co ma, bałwochwali procedury, które są dla niego najważniejsze. To są toksyczne wyjątki, które potwierdzają diagnozę. Urzędnicy starają się zbiurokratyzować radnych, przerobić ich na swoją modłę. Gdzieś utknął polski samorząd.
Czytaj dalej

KTO DAJE. Kiedyś przejąłem się tabliczką w kościele, że kto śpiewa, ten po dwakroć się modli. Sporo w życiu miałem takich sytuacji rodzinnych i osobistych, że śpiewałem ile się dało. Czy pomogło? – wierzę, że tak. Mówi się też, że kto od razu daje (odpowiada, udziela pomocy), ten po dwakroć daje. I tu jest inaczej, tu natrafia się na… różnoraką władzę. Są tacy, którzy celebrują udzielenie odpowiedzi, namaszczają swoją osobę i swój czas – każą czekać. Czekanie, szczególnie w wydaniu wschodnim, np. rosyjskim, może być torturą samą w sobie. Udzielenie odpowiedzi, może być w końcu ulgą dla upokorzonego, upodlonego w czekaniu, nawet jeśli jest to odpowiedź negatywna. Praktyka życiowa pokazuje jednak, że dawanie z ociąganiem, z łaski – jest paradoksalnie bardziej cenione, a na pewno bardziej szanowany jest ten, kto tak postępuje. Jest to szacunek zaprawiony lękiem. Pomieszanie tego, że władza ma służyć, jest stare jak świat. Władza nie służy, władza daje, a właściwie rozdaje, to, co zebrała od innych. Jej reprezentantom wydaje, że są pierwszymi. Zbyt często zapominają, że w ostatecznym rozrachunku mogą być ostatnimi… Czytaj dalej

POLITYKA SMOGU. (Uwaga; tekst niepoprawny politycznie)… Wstyd, wstyd, wstyd (shame, Scham, стыд), swąd na każdym kroku – żyć się w tym kraju nie da. Polski smród wciska się wszędzie, jest go coraz więcej. Nie ma czym oddychać, umierają dzieci, matki, chorzy i starzy – wołamy ratunku! Niech nam z pomocą przyjdzie gaz z importu, w nim nadzieja… Polityka smogu skierowana jest wprost we właścicieli domów, którzy mają likwidować paleniska i wprowadzać termoizolację. KAS-y, PAS-y itp. już uzbroiły urzędy w listy firm, oferujących swoje antysmogowe usługi. Tak właściwie, to powinienem zatytułować ten felieton „Obwiniam władze województwa i miasto Kraków”. O m.in.: 1. Brak rzetelnej i pełnej informacji o źródłach i przyczynach zanieczyszczeń powietrza. 2. Poddanie się jednej narracji, stymulowanej szeroko zakrojoną kampanią, co prowadzi do propagandy i manipulacji, także przy podejmowaniu decyzji administracyjnych. 3. Nieudostępnianie danych dotyczących zanieczyszczeń przemysłowych, tworzących wysoką emisję, co nosi znamiona wybiórczej ochrony sprawców zanieczyszczeń. 4. Pomieszanie informacji, gdzie toksyczne spalanie śmieci i odpadów węglowych przepisano na zakaz palenia węglem, a nawet drewnem. 5. Nieuwzględnienie danych o możliwości wykorzystania elektrofiltrów na paleniska węglowe. 6. Brak działań na rzecz obniżenia cen gazu. 7. Brak podjęcia działań systemowych na rzecz uzdatniania węgla pn. błękitny węgiel. 8. Brak kompleksowych działań na rzecz intensywnej rozbudowy sieci MPEC, szczególnie w obrębach zabudowy jednorodzinnej, brak skutecznych starań o pozyskanie środków rządowych i unijnych w tym zakresie. 9. Skomasowaną, intensywną zabudowę korytarzy przewietrzających miasto, które naturalnie przebiegają wzdłuż cieków wodnych. (Uważam, że miasto w ramach walki ze smogiem powinno bronić mieszkańców przed zabudową nawet na drodze sądowej. Tymczasem prowadzi się politykę zagęszczania zabudowy, aby „oszczędzić na infrastrukturze”, ale efektem są wymierne korzyści dla inwestorów). 10. Kunktatorstwo przy procedowaniu i uchwalaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
11. Pozoranctwo przy prowadzeniu konsultacji społecznych, których efektem jest z góry założony plan pod pretekstem przestrzegania zaleceń i procedur. 12. Niewykorzystanie potencjału krakowskich uczelni i placówek naukowych, lecz oddanie sprawy w ręce lobbystów i polityków. Smród bije z tego smogu! Czytaj dalej

MAŁY WIELKI CZŁOWIEK. Nie potępiam Lecha Wałęsy, ale go oceniam. Z perspektywy lat widać, że został potraktowany przedmiotowo, co przy rozdętym ego musi go wyjątkowo boleć i tak też reaguje. Wałęsa posłużył jako pomost tym, którzy oddawali władzę, jak i tym, którzy po nią sięgnęli. Był symbolem i gwarantem transformacji, na której partykularnie zyskały obie strony. Był moment, kiedy Wałęsa mógł wykazać swoją wielkość – przyznać się, ale wykazał małość – brnął w mitomanię, w czym utwierdzali go obrońcy swoich pozycji.
Czytaj dalej

WOLNE MEDIA?  Z rozczarowaniem i przykrością i muszę wykreślić zakup niektórych pism, które jakiś czas temu były opozycyjne wobec minionej władzy. Redagowane z zacięciem i polotem, czytało się je od dechy do dechy. Teraz z numeru na numer nie da się ich czytać, obok tekstów autorskich idą szpalty rządowych i okołorządowych publikacji, stały się nachalnymi tubami propagandowymi. Przerost formy nad treścią, uwidoczniony w nowej szacie graficznej, w ilości stron itp. – bije po oczach. A te pisma, które przestały być mainstreamowe, nie wykorzystują swojej szansy – nadal nie potrafią pogodzić się z tym, co zaszło, nie próbują przedstawiać wyważonego oglądu sytuacji, nie stanowią forum do społecznego dyskursu, nie zachęcają do obiektywnej publicznej debaty, i nie tyle wyrażają opinię obecnej opozycji, lecz stają się rzecznikiem jednej ze stron plemiennej walki, podbijają bębenki i kierują się głównie własną frustracją… Postulat wolnych mediów zawiera się w każdym społecznym proteście, a mieliśmy ich w naszej historii bez liku. Czy istnieją wolne media? Najbliżej im do ideału, gdy są rzecznikiem opinii publicznej, gdy stanowią opozycję wobec władzy, gdy patrzą jej na ręce – co jest definicją mediów i wolnego zawodu dziennikarza. Czy istnieje wolny zawód dziennikarza? – powinien istnieć. Lecz pęd za pieniądzem zmienia dziennikarzy w rzeczników wydawcy, a ten często w rzeczników swoich sponsorów i reklamodawców. Ideałem są sponsorzy, którzy się nie wtrącają, uznając, że wydawcy i redaktorzy najlepiej znają się na rzeczy, a misja dobrze wykonanej pracy jest ich priorytetem… Czy media kiedykolwiek były wolne? Skoro nawet pierwsza polska gazeta czyli „Merkuriusz Polski” był dziennikiem nadwornym? To otwarte pytanie, w każdym razie trzeba dążyć do tego, żeby – nawet ze swoimi ułomnościami – były wolne. Bo media to rodzaj czwartej władzy. W czasach obecnych, gdy takiego znaczenia nabrał wizerunek medialny i gdy o wszystkim decyduje zysk, media z wzajemnością przyklejone są do świata polityki i decydentów… Jest jakieś wyjście? Tak – patrzcie mediom ma ręce  😉 Czytaj dalej

BABCIA VS. MPK. Już na pierwszym przystanku po wyjeździe z pętli autobusowej prawie wszystkie miejsca siedzące zostały zajęte. Babcia wspięła się po schodach w ostatnim momencie, gdy autobus ruszył. Rozpoczęła się jazda środkiem transportu publicznego najlepszej komunikacji miejskiej w Polsce, a może i w Europie. Taki baner przeleciał babci przed oczami na ekranie autobusowego telewizora. Opóźniony autobus ruszył z kopyta. Babcia straciła na moment równowagę, ale rączka laski przydała się jako zaczep do poręczy. Autobus pędzi, aby zdążyć na światłach. Babcia widzi kątem oka niepełnosprawnego, a w dalszej części pojazdu matkę z dzieckiem, jak próbują skasować bilet. Niepełnosprawny przytrzymując się ściany pojazdu, przechodzi do innego kasownika, gdyż ten najbliższy nie działa. Kierowca dojeżdża do przystanku hamując z impetem. Kobieta z dzieckiem i niepełnosprawny lecą parę metrów do przodu. Wsiada kontroler biletów. Babcia uczepiona poręczy obserwuje rozwój sytuacji. Z doświadczenia wie, co będzie dalej. Widzi przerażenie w oczach kobiety i inwalidy. Kierowca rusza, przed pasażerami zjazd z niewielkiej górki. Kto żyw wbija się w fotel albo wszelkimi sposobami łapie za poręcze i uchwyty. „Proszę przygotować bilety do kontroli” – pada z głośnika. W tym momencie babcia dwoma susami dopada kontrolera, podnosi go za klapy uniformu i uderza jego głową o  zepsuty kasownik. Kontroler osuwa się na podłogę, babcia dosiada go i wykorzystując kolejne hamowanie, dojeżdża do kabiny kierowcy, otwiera ją uderzeniem laski. Kierowca jest przerażony, nie wie, czy patrzeć na drogę, czy na napastnika. Babcia stojąc okrakiem na ogłuszonym kontrolerze, nakazuje mu zjechać na boczny pas. Widzi narastającą mokrą plamę w spodniach kierowcy, to jej wystarcza. Gdy kierowca próbuje wezwać pomoc przyciskiem alarmowym, babcia łapie go za kamizelkę… i zajmuje jego miejsce za kierownicą. Autobus staje, babcia otwiera drzwi i… odlatuje na lasce. Czytaj dalej