Koń to nie tylko piękne zwierzę oraz wspaniały przyjaciel człowieka. O tym, jak istotną rolę może odgrywać w rehabilitacji, rozmawiamy z MAŁGORZATĄ MIODEK – licencjonowaną hipoterapeutką, do niedawna współpracującą z WLKS Kraków Swoszowice. Czytaj więcej
W br. mija 25 lat istnienia miesięcznika lokalnego „Wiadomości”, który ukazuje się w krakowskim Podgórzu.
W poprzednim numerze przypomnieliśmy o tym naszym Czytelnikom, publikując wspomnienia naszych dziennikarzy: Marii Fortuny-Sudor, Elżbiety Barhoumi z d. Ćwik i Barbary Bączek.
Mam nadzieję, że będą następne – ponawiam zaproszenie.
W tym numerze wspominam dwie wyjątkowe Osoby – red. Różę Nowotarską i red. Jerzego Giedroycia – w których „Wiadomości” znalazły oparcie.
Jarosław Kajdański Czytaj więcej
Mój Sierpień ‘80 zaczął się na Wybrzeżu, w Szczecinie, Grudniem ’70, po którym, na skutek stresów, poważnie zapadłem na zdrowiu. W liceum, na lekcjach polskiego i historii, z garstką kolegów dawaliśmy głośno wyraz naszym poglądom. Pod koniec lat 70. skromnie obracałem się w środowisku opozycji demokratycznej i niepodległościowej. Już wtedy istniał podział na tych, którzy dyplomatycznie deklarowali tylko reformę systemu komunistycznego, i na tych, którzy głosili utopijną wtedy walkę o pełną niepodległość Polski. Jedni i drudzy mieli rację. Na przesłuchaniu dowiedziałem się od funkcjonariusza SB więcej o SKS (Studencki Komitet Solidarności), RMP (Ruch Młodej Polski), KSS KOR (Komitet Samoobrony Społecznej – Komitet Obrony Robotników), ROPCziO (Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela), KPN (Konfederacja Polski Niepodległej), niż rzeczywiście sam wiedziałem. Potem mój ojciec z dumą wysłuchał od mojego „opiekuna”, że zostałem źle wychowany. Jak widać, lekcje historii i patriotyzmu brałem w domu. Jakiś czas później, już w Krakowie, gdy jako dziennikarz „Czasu”, próbowałem pomóc śp. Staszkowi Branickiemu ps. Hrabia odzyskać na Mogilskiej zarekwirowany mu powielacz, usłyszeliśmy od rozbawionego i rozczarowanego SB-ka opinię, że co to była za walka, gdy oni byli po zęby przygotowani na rozprawę z prawdziwą opozycją, nawet zbrojną, a tu dziecinada, same dzieciaki, w dodatku cherlaki… Ale na razie jest sierpień 1980, wracam pociągiem ze Świnoujścia do Szczecina i widzę przez okno stojące w zajezdni MPK autobusy. Strajk. Z Krzyśkiem Szneiderem, obecnie lekarzem w Szwecji, idziemy pod Stocznię Szczecińską im. Warskiego. Na bramie czytamy postulaty. Jest ich 36 i są znacznie ostrzejsze niż 21 postulatów gdańskich. Podajemy przez bramę papierosy dla strajkujących stoczniowców. Dzień wcześniej niż w Gdańsku, 30 sierpnia, szczeciński MKS podpisuje z władzami komunistycznymi to bardziej radykalne Porozumienie. Mój zaplanowany wcześniej wyjazd do sanatorium w Krynicy wykorzystuję, aby przewieźć tam szczecińskie postulaty. Z plecakiem mijam podejrzliwie patrzącego na mnie tłustego milicjanta, który pilnuje namalowanego na asfalcie, w samym centrum krynickiego deptaka, napisu „Popieramy stocznię” czy coś w tym rodzaju. Ręcznie przepisane postulaty rozdaję kuracjuszom. W Nowym Domu Zdrojowym poznaję wówczas Joanną, przyszłą żonę Konstantego Radziwiłła, który organizował NZS na warszawskiej AM. W drodze powrotnej zatrzymuję się w Krakowie, na stancji na Floriańskiej, u Janka Lencznarowicza, też szczecinianina, dzisiaj historyka na UJ. Jest wrzesień 1980, w porównaniu z Wybrzeżem wydaje się, że Kraków i Śląsk śpią. 22 września uczestniczymy w informacyjnym, tłumnym zebraniu na dziedzińcu Collegium Broscianum przy Grodzkiej, gdzie mają rozdawać statut Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Nie dawali albo dla mnie zabrakło. Oprócz tych, którzy zakładali NZS, była też grupa tych, którzy chcieli reformować SZSP… W pierwszych dniach października, w Klubie „Kierunki”, przy szczecińskim PAX-ie, odbywa się spotkanie założycielskie studentów wszystkich szczecińskich uczelni, gdzie zawiązujemy Grupę Informacyjną NZS Pomorskiej Akademii Medycznej. Od Janka z Krakowa otrzymuję obiecaną przesyłkę z programem i projektem statutu NZS. W Klubie „Trans” PAM organizujemy spotkanie, gdzie powstaje Tymczasowy Komitet Założycielski. We władzach NZS-u znaleźli się nie znani nam wcześniej, bardziej przebojowi ludzie. Ci z opozycji nie pchali się naprzód, aby nie drażnić komunistów. Nasz udział zakończył się jeszcze na wykonaniu i rozlepieniu w miejscach akademickich plakatów informacyjnych. Na Fali Sierpnia’80, w październiku 1981 znalazłem się w Krakowie…
Jarosław Kajdański
ZNIEWOLENIE. Jak to jest, że zmienił się minister zdrowia i od tego czasu krajowe notowania pandemii covida spadły tak, że nie ma już tylu stref czerwonych i żółtych? Zadaję sobie to pytanie, tak jak wiele innych pytań, gdy moja logika włącza kolor żółty. Jak to jest, że szczególnie typowane są depeesy, obiekty zakonne i kościelne oraz niektóre zakłady pracy? Tak przynajmniej podają krajowe media. Jak to jest, że moi znajomi i ich szerokie spektrum, pytani przy okazji nie potwierdzają zachorowania na covida? Coraz częściej myślę, że cała ta „plandemia” (jak mówią przekornie niektórzy) z logiką ma niewiele wspólnego, począwszy od statystyk, które były i są zmanipulowane. Od stanu podejrzenia do zarażenia, dalej do stanu bezobjawowego czy objawowego jest spory przedział, a stan objawowy ma też różne stopnie. Dowiedziałem się jakiś czas temu, że lekarze nawet tylko przyjmujący pacjentów z podejrzeniem covida, często nie potwierdzonym, pobierają podwójne pensje, są więc niejako zmotywowani merkantylnie. Jak to jest, że zgony często przypisywane są covidowi, bo na tym się zarabia i robi regulowaną statystykę? Wiele jest takich informacji, także podejrzeń, gdybań i plotek, gdy szwankuje wiarygodny przekaz informacji. Tymczasem świat, w tym Polska został wprowadzony przez pandemię w stan wojenny, gdzie obowiązują rygory i obostrzenia wymuszone presją, oparte na panice i strachu. Jest to rodzaj zniewolenia. Gdy patrzę na ludzi w maseczkach, to widzę niewolników, którym przy okazji zamknięto usta. Czy także myślenie? Dusi mnie to i męczy. Rozgrywa się scenariusz jak z gry komputerowej. Mam nadzieję, że doczekam chwili, gdy zostanie sporządzony wieloaspektowy, w tym finansowy bilans pandemii, jej zysków i strat. Raport niezależnych źródeł. Obawiam się, że nie zobaczymy takiego raportu. Czytaj więcej
I tura wyborów prezydenckich odbyła się w niedzielę 28 czerwca.
Startowało w nich 11 kandydatów, w kolejności alfabetycznej: Robert Biedroń, Krzysztof
Bosak, Andrzej Duda, Szymon Hołownia,
Marek Jakubiak, Władysław Kosiniak-Kamysz, Mirosław Piotrowski, Paweł Tanajno, Rafał Trzaskowski, Waldemar Witkowski, Stanisław Żółtek.
Zwyciężył Andrzej Duda, kandydat Zjednoczonej Prawicy, zdobywając poparcie 43,5 proc. wyborców, drugi był Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej, na którego zagłosowało 30,46 proc. wyborców. Dalsze miejsca zajęli, kolejno: Szymon Hołownia – 13,87 proc., Krzysztof Bosak – 6,78 proc., Władysław Kosiniak-Kamysz – 2,36 proc., Robert Biedroń – 2,22 proc.
Pozostali kandydaci uzyskali wyniki poniżej jednego procenta poparcia. Frekwencja wyniosła 64,51 proc.
Ponieważ żaden z 11 kandydatów nie zdobył
ponad połowy ważnie oddanych głosów, do rozstrzygnięcia wyborów konieczna była II tura głosowania, w której Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski zmierzyli się w niedzielę 12 lipca.
W Krakowie w I turze na Rafała Trzaskowskiego głosowało 37,79 proc., na Andrzeja Dudę 31,84 proc. Frekwencja wyniosła 71,54 proc.
W Małopolsce w I turze zwyciężył Andrzej Duda zdobywając 51,11 proc., przed Rafałem Trzaskowskim 23,92 proc. Frekwencja wyniosła 67,22 proc.
II decydująca tura wyborów odbyła się w niedzielę 12 lipca. Andrzej Duda zdobył 51,03% głosów poparcia, Rafał Trzaskowski 48,97%. Frekwencja wyniosła 68,18%.
W Małopolsce zwyciężył Andrzej Duda – 59,65%, Rafał Trzaskowski – 40,35%. Frekwencja 70,38%.
Rafał Trzaskowski zwyciężył w Krakowie zdobywając 61,47%, na Andrzeja Dudę głosowało 38,53%. Frekwencja wyniosła 73,77%.
– O Camino mogę mówić całymi dniami, to moja wielka pasja i miłość – zapewnia Ewa Lis, która wspólnie z mężem Stefanem od lat pielgrzymuje drogami św. Jakuba po Polsce i innych krajach Europy.










