MOJE GROBY. W moim mieście rodzinnym nie było grobów rodzinnych. Była obcość. Groby były i są rozproszone po kraju i na obczyźnie. Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny były więc obchodzone symbolicznie spacerem po Cmentarzu Centralnym w Szczecinie, jednym z największych w Europie, przy ul. Ku Słońcu, zawsze podobała mi się ta poetycka nazwa ulicy. Na groby jeździliśmy przy innych okazjach, a te, ze względu na odległości i brak samochodu, zdarzały się rzadko. Zapalaliśmy znicze przy symbolicznym krzyżu w Szczecinie. Dotąd zapalam znicz na każdym cmentarzu. Oszczędzano mi też uczestnictwo w pogrzebach, taka się zmowa zrobiła, aby nie dokładać mi przykrych przeżyć, ponieważ często ocierałem się o śmierć. Wyrastałem w oderwaniu od prochów przodków, co przyniosło skutki. Niewiele zostało rodzinnych pamiątek, tyle co nic. Zbierałem je, ale okazało się, że tylko ja przywiązuję do nich sentymentalną wagę. W miejsce pustki wprowadziłem wyobrażenia i mity. Tym bardziej lgnąłem do tradycji i dziedzictwa wspólnoty. Mając taką perspektywę, smutną i pustą – wybrałem taką, która dała mi wiarę i siłę, i pogodę ducha. Oparłem się o Krzyż, i poczułem, że On jest. A najbliżej Matka Boska. Amen.
NIE W PORĘ. Jakie to szczęście, gdy coś zdarzy się w samą porę, gdy przytrafi się w sam raz. Gdy coś uprzedziliśmy. To zdarza się tak rzadko, tak przypadkiem, że najczęściej zakrawa na cud. Nie w porę kończy się miłość, zawsze nie w porę odchodzi ktoś bliski, zawsze jest za wcześnie lub za późno. Stale jesteśmy zaskakiwani. Czy aby nie dać się zaskoczyć, trzeba samemu kończyć coś przed czasem? Dlaczego nie potrafimy utrafić w samą porę? Zawsze będzie niedosyt lub przesyt. Tak jakbyśmy byli gdzieś pomiędzy. Ślepi i głusi. Moim zdaniem warto zaufać Bogu.
MYŚLĘ, ŻE NIE MYŚLĘ. Jak by to było po łacinie, aby sentencjonalnie było mądrzej? Dlaczego nie puszczają starych komedii Chaplina. Lloyda, Keatona, czy Flipa i Flapa. W kółko powtarzają te same zgrane seriale, jak „Przyjaciele”, „Teoria wielkiego podrywu”, „Co ludzie powiedzą” czy „Alllo, allo”, itede, itepe. Dlaczego w kółko, dlaczego ciągle? Przerywane stekiem reklam. Jak się skończy koniec, to zaczynają od nowa. Aby nam wmówić, że mamy sklerozę? Albo wkliknąć mechanizm perseweracji, przez co automatyczne powtarzanie dni i tygodni zacznie przelatywać bezrefleksyjnie? Czy tam idą zakodowane programy podprogowe, które wmawiają nam z uporem maniaka jakieś poprawne treści i zachowania? Czy coś w tym jest? Nie wiem. Ale czy wiem, że nic nie wiem? W jednym z moich ulubionych odcinków Flipa
i Flapa było o tym, jak Flap uległ wypadkowi i trafił do szpitala z nogą w gipsie na wyciągu. Perypetii z tym związanych było co niemiara, a jedno zabawniejsze od drugiego, wymagających akrobatycznych umiejętności. Bo przecież filmy tych komików w gruncie rzeczy opowiadały o codziennym życiu, niedostatku, często biedzie. Czy to też było oswajanie widowni, aby przyjmowali swój los z pogodą ducha? Aby się pośmiali z głupszych od siebie? Aby poczuli się lepiej? Nie wiem. Otóż poczciwy Flip (ten blady i chudy) przyszedł odwiedzić Flapa (ten gruby) w szpitalu, przyniósł mu wiktuały, które sam bezmyślnie zjadł na poczekaniu. Przyniósł też list od krewnej, a Gruby poprosił go, aby mu przeczytał. Chudy zatem list przeczytał, a Gruby go pyta, co o tym myśli? – Ale to był list do ciebie, nie do mnie. Jak czytam, to nie słucham – padła odpowiedź.
ROZMOWA. Chodzę z opuszczoną głową, na co krytycznie zwracała uwagę moja mama, której bardziej podobałoby się, gdybym chodził z głową podniesioną, choć nie zadartą. Skąd to wynika? M.in. stąd, że patrzę pod nogi, bo też wzrok mój przyciąga to, co jest najbliżej ziemi. Jak dzisiaj, przez przypadek buty mijanych osób, dwa razy minąłem starsze osoby w zniszczonym, nieodpowiednim obuwiu: albo w sandałach, albo w klapkach. Poważnie, a tu mokro i zimno. Co zrobić? W szczenięcych latach unikałem patrzenia w oczy, gdy nie umiałem ukryć co myślałem. W ten sposób zawiesiłem w powietrzu rękę wuefmena, którą się zamierzył dać mi po plecach. Czy teraz takie patrzenie i zobaczenie coś da? Przydałoby się… A do tego jeszcze rozmowa ze starszą panią w autobusie. Wsiadała tak, że nie było jej widać, że ktoś tam będzie wsiadał, ale kierowca cierpliwie czekał. Przesunąłem się, aby mogła usiąść, a tu taki schodek do tych foteli, że nogę trzeba zadrzeć. Udało się. – Dziękuję bardzo – uśmiechnęła się pogodnie. – Gdzie pani wysiada, to pomogę. Ciężko wsiadać. – Oj tak, bo jestem po operacji kolana i stawu biodrowego. – Milczy taktownie. – Udane operacje? – pytam – bo moja mama też miała i chodzi o kuli. – Obie dzięki Bogu udane, jedna w Krakowie, druga w Myślenicach, choć ta w Myślenicach bardziej udana – rozgadała się pani i dodaje. – Moja sąsiadka leży po takich operacjach cały czas w łóżku, ani nie wstanie, a tu trzeba się ruszać. Świat tak pędzi. – Przy nas gromadka studentów przygotowana do wyjścia. Uprzedzam ich, że będziemy wysiadali. Podałem pani rękę, schodek pokonany, wyszedłem pierwszy, aby ją odebrać na dole. – Ja sama – mówi z góry – byleby pomału. – Wszyscy czekamy, włącznie w kierowcą. Delikatnie odsuwam panią od ściany autobusu i mówię: – Muszę już lecieć, życzę zdrowia i pogody ducha, moja mama jest w pani wieku. – Starsza pani przystaje i uśmiecha się promiennie.
WYOBRAŹNIA. Czy kiedyś w technologii 5 D (czy ileś tam do de) popłynie prawdziwa krew z ekranu wprost na twarze i ręce widzów? Kto wie, to kwestia czasu i wyobraźni. Jakiej wyobraźni? Chorej. Kreowanie wyobraźni tłumów to zadanie realizowane od zawsze. Można kształtować wyobraźnię społeczną i indywidualną opartą na ideałach, religii, ale też na atawistycznym lęku, przerażeniu i nienawiści. Ten trend dominuje w przekazach, nie tylko medialnych, lecz także kulturalnych. Chaos, seks i strach jest narzędziem manipulacji na najniższym poziomie podświadomości, nazwałem to kiedyś „graniem na gruczołach”. Wyobraźnia czyli inteligentna, inspirująca umowność np. scen drastycznych, miłosnych itp. Gdy zabijana jest wyobraźnia, zabijana jest sztuka. Nasza cywilizacja brnie w dosadność, dosłowność i trywialność, w tym banalność zła. Jest to spowodowane zacierającą się pamięcią pokoleń, które przeżyły okrucieństwo wojny. Co robić? Resetujmy nasze zmysły od codzienności, pielęgnujmy naszą wyobraźnię, filtrujmy ją, to powinno być jak mycie zębów, czy codzienna gimnastyka. Polecam.
Jarosław Kajdański

