Reklama

Park Duchacki
Wiadomości Podgórze
Napisz do nas!
Coś ciekawego dzieje się w Twojej dzielnicy?

Poinformuj nas, prześlij zdjęcia: wiadomości.krakow@wp.pl

 

 

 

 

 

 

– To jest do dzisiaj nierozwiązana zagadka – przyznaje Ryszard Kotarba, opowiadając o tragicznych losach rodziny Szaperów.

 

 

 

 

Maria Fortuna-Sudor: – Co sprawiło, że zainteresował się Pan historią rodziny Szaperów?
Ryszard Kotarba: – Wiążę to z moim zainteresowaniem tematyką żydowską w Krakowie i doświadczeniami pracy historyka – przez blisko 20 lat byłem kierownikiem Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Krakowie. Interesowałem się losami krakowskich Żydów, w szczególności niemieckim nazistowskim obozem Plaszow, który był początkowo obozem pracy przymusowej, stworzonym specjalnie dla Żydów, a później został przekształcony w obóz koncentracyjny. Sprawa rodziny Szaperów; Antoniego i jego dzieci: Tadeusza, Jana, Juliusza oraz Krystyny, zamordowanych w Płaszowie w listopadzie 1943 roku, była jedną z wielu, które poznałem, badając historię obozu. Krewni Szaperów – państwo Bulandowie, udostępnili mi dokumenty rodzinne. Doszedłem do wniosku, że pokazanie losów tej rodziny na szerszym tle obozowej rzeczywistości i nietypowe działania wobec niej organów okupacyjnych, mogą przybliżyć i dzieje obozu, i politykę hitlerowską wobec polskiego społeczeństwa.

– Kim był Antoni Szaper?
– Pochodził z rodziny nauczycielskiej. Ukończył gimnazjum w Krakowie i seminarium nauczycielskie, do czego przekonał go ojciec. Pracę nauczycielską zaczął w szkołach okręgu bocheńskiego i wielickiego. Podczas I wojny światowej został zmobilizowany do armii austriackiej, a po kursie oficerskim trafił na front. Był ranny w bitwie gorlickiej (1915). Po wojnie wrócił do zawodu jako nauczyciel i kierownik szkół powszechnych w różnych miejscowościach, do czego predysponowały go ukończone specjalistyczne kursy. To był żywy umysł. Interesował się różnymi sprawami, w tym malarstwem – zbierał obrazy, sam też malował. Był społecznikiem. Bardzo mu zależało, aby uczniowie i nauczyciele mieli jak najlepsze warunki do nauki, dlatego angażował się w budowę nowych obiektów szkolnych. Przykładem może być zbudowany w Koźmicach Wielkich pod Wieliczką okazały budynek szkolny, który do dzisiaj służy uczniom. Wojna zastała go w nowej placówce w Porębie koło Zawiercia, skąd w 1940 r. przybył z rodziną do Krakowa. Uczył w szkole powszechnej na Woli Duchackiej, do końca kwietnia 1943 r. był kierownikiem szkoły na Malborskiej.

– Czy podczas okupacji niemieckiej polscy nauczyciele często zostawali kierownikami szkół?
–W nadzorowanym przez Niemców szkolnictwie podstawowym byli zatrudniani polscy nauczyciele i kierownicy. Myślę, że po przeprowadzce do Krakowa Szaper szukał pracy, a że miał odpowiednie wykształcenie i wieloletnie doświadczenie, więc szybko ją znalazł. Dokumenty urzędowe dotyczące jego zatrudnienia się nie zachowały, a informacje pochodzą ze szkolnych kronik. W tym czasie Antoni Szaper poważnie zachorował, zabrano go ze szkoły do szpitala, gdzie przeszedł operację. Po krótkiej rekonwalescencji wrócił do nauczycielskich obowiązków, jednak 30 kwietnia 1943 r. został zwolniony.

– Poznał Pan osoby, które pamiętały Antoniego Szapera jako nauczyciela, kierownika szkoły na Woli Duchackiej albo nauczyciela tajnych kompletów?
– Poznałem tylko pana Michalika z Wieliczki, który mówił, że kolegował się z jednym z synów Szapera. Pan Michalik także trafił do obozu w Płaszowie i tam w barakach, przeznaczonych dla Polaków, zetknął się z Szaperami, spotkał swego kolegę.

– Pan łączy datę zwolnienia Szapera z pracy z aresztowaniem rodziny. W jakich okolicznościach to nastąpiło?
– Istotnie, rodzina została aresztowana 5 maja 1943 r., parę dni po zwolnieniu Antoniego Szapera z pracy. Nie znamy powodów aresztowania. W chwili ich zatrzymania miał pojawić się bardzo poważny wtedy zarzut rzekomego pochodzenia żydowskiego. Gestapowcy zapewniali, że jeśli jest to pomyłka, to Szaperowie zostaną zwolnieni. Natomiast zastanawiające jest to, że zostali aresztowani w wynajętym przez syna mieszkaniu, gdzie spotkała się cała rodzina. To pozwala przypuszczać, że Niemcy byli poinformowani i można mniemać, że ktoś doniósł. Szaperowie zostali osadzeni w więzieniu przy ul. Montelupich, ich nazwiska znajdują się w dokumentacji więziennej z maja, czerwca, a ostatni raz – z 6 sierpnia 1943 r. Co istotne, w więzieniu traktowano ich jak Polaków – mogli korespondować, otrzymywali w więzieniu paczki, co było niemożliwe w przypadku Żydów.

– Podkreśla Pan, że także w obozie Szaperowie zamieszkali w części przeznaczonej dla Polaków…
– Rzeczywiście zostali umieszczeni w barakach przeznaczonych dla więźniów polskich. Antoni z synami pracowali w komandach roboczych na terenie miasta i znowu należy podkreślić, że takich prac poza drutami obozu nie mogli w tym czasie wykonywać Żydzi. Krysię Szaperównę skierowano do pracy w kantynie. Tu „zakochał się” w niej strażnik, Niemiec z terenu okupowanej Jugosławii. Współczuł jej i chciał pomagać. Przez niego przekazywała listy-grypsy, które się zachowały i stanowią cenne źródło informacji.
Los wszystkich więźniów zależał od SS, ale Żydów traktowano bestialsko i zabijano na każdym kroku. Natomiast więźniowie polscy, którzy od połowy 1943 r. napływali do Płaszowa, byli kierowani do utworzonego dla nich tzw. obozu pracy wychowawczej. Wtedy powstał ten dziwny twór, obóz w obozie, oddzielony od części żydowskiej dodatkowymi ogrodzeniami. Tam umieszczano więźniów za „przestępstwa” okupacyjne mniejszej wagi, np. nieprzestrzeganie godziny policyjnej, nielegalny handel. Trafiali tu chłopi z podkrakowskich wsi, które Niemcy pacyfikowali w lecie 1943 r. Kierowano ich do najcięższych prac fizycznych pod gołym niebem, zdarzały się zgony z wyczerpania i chorób, ale nie podlegali zbiorowym egzekucjom. Mieli wyroki z określoną datą wyjścia, choć Niemcy mogli czas ich niewoli w każdej chwili przedłużyć. Jednak tym więźniom przyświecała nadzieja, że wyjdą na wolność, w przeciwieństwie do Żydów, dla których wyrokiem było słowo „Jude” stawiane w kartotekach obozowych. Trzeba dodać, że Niemcy wykonywali w obozie egzekucje na Polakach, ale byli to wyłącznie ludzie przywożeni przez Gestapo po wyrokach śmierci. Nie byli więźniami obozu, nie podlegali komendanturze, nie notowano ich w żadnych aktach. Przywożonych na ciężarówkach na miejsce egzekucji natychmiast rozstrzeliwano. Ustronnie położony obóz był dla okupantów dogodnym miejscem dla masowych zbrodni.

– A jednak na Szaperach wyrok został wykonany…
– I to jest do dzisiaj nierozwiązana zagadka. Szaperowie, polscy więźniowie, nagle zostali na apelu wywołani, odsunięci od pracy i czekali w niepewności na kolejne decyzje. Krysia Szaper pisała w swoim ostatnim grypsie, że nie wie, co się dzieje, że jest pełna najgorszych przeczuć… Widziano później, jak Szaperów wyprowadzano z baraków, a wspomniany wcześniej świadek Michalik był przekonany, że wychodzą na wolność. Mówił, że napisał liścik do swego ojca z wiadomościami i poprosił kolegę Tadeusza, aby ten list przekazał. Tymczasem okazało się, że rodzinę zaprowadzono na tzw. górkę, stałe miejsce egzekucji. Do ofiar strzelano nad fosą dawnego szańca artyleryjskiego, a więźniowie z polskich baraków usłyszeli strzały i przejmujący krzyk szesnastoletniej Krysi: „Jezu, ja chcę żyć!”.
To zdarzenie i fakt, że więźniowie, którzy znaleźli się w obozie jako Polacy, zostali potraktowani jak Żydzi i w jednej chwili rozstrzelani, były szeroko komentowane w obozie. Jednak zachowane dokumenty nie pozwalają odtworzyć całego mechanizmu zbrodni. Istnieją przesłanki, by sądzić, że z nieustalonych pobudek doszło do jakiegoś oskarżenia rodziny i zadenuncjowania w Gestapo.

– Jak dzisiaj postrzega Pan tę tragiczną historię?
– Zaintrygowała mnie jej nietypowość, właściwie drugiej podobnej nie poznałem, ( tu bym usunęła przecinek) ani z dokumentów, ani z rozmów z byłymi więźniami. Prawdopodobnie jacyś źli ludzie przyłożyli do tego rękę i Niemcy uznali, że Szaperowie mogą być Żydami. Chociaż z zachowanych dokumentów, sięgających lat 70. i 80. XIX wieku, nie wynika, że rodzina była pochodzenia żydowskiego. Widziałem setki dokumentów pokazujących, jak w tych czasach ludzie żyli na krawędzi życia i śmierci. O ich losie decydował niekiedy splot przypadków, zły wygląd, donos, obco brzmiące nazwisko, znaleźli się w niewłaściwym miejscu. Życie nie miało wtedy wielkiej ceny…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Antoni Szaper (ur. 1883 r.), jego trzej synowie: Tadeusz (ur. 1916), Jan (ur. 1922), Juliusz (ur. 1925) i córka Krystyna (ur. 1927) zostali aresztowani w Krakowie przez gestapo w maju 1943 r. Po aresztowaniu, zarówno w więzieniu przy ul. Montelupich jak i w ZAL Plaszow, rodzinę uważano i traktowano jako Polaków. Z niejasnych przyczyn, zapewne Z odgórny rozkaz na ustaleniach śledczych, uznani po Żydów zostali nagle wszyscy rozstrzelani za listopadzie 1943 r. Ich losy w przypadkiem odbiegającym są praktyk stosowanych przez ówczesny aparat policyjny od funkcjonariuszy obozowych.

 

 

 

 

Rozmawiała: Maria Fortuna-Sudor
Fot. Maria Fortuna-Sudor
Zdjęcia ze strony Muzeum KL Plaszow

 

 

 

 

Ryszard Kotarba – historyk, wieloletni kierownik Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Krakowie, następnie pracownik krakowskiego Oddziału IPN, aktualnie na emeryturze, współpracuje z Muzeum KL Plaszow. W swej pracy naukowej zajmuje się historią okupacji niemieckiej w Krakowie i na Ziemi Krakowskiej. Autor m.in. książek: Niemiecki obóz w Płaszowie 1942-1945 (2009), Żydzi Krakowa w dobie zagłady (2022) oraz licznych artykułów.

Share Button